Sunday, November 14, 2010

Orzechowy Tydzień



Jesień miesza się z latem. Jednego dnia piękne słońce, drugiego szaro i deszczowo. Na poprawę humoru orzechowa uczta:
orzechowe ciasteczka i orzechowo-bananowe ciasto.

Zapraszamy!

Monday, November 8, 2010

Gęsina na świętego Marcina

Za Slow Food Polska chcemy rozpropagować gęsinę na św. Marcina. Dzień Narodowego Święta Niepodległości tak samo jak Święto Dziękczynienia powinien stać się dla nas okazją do spotkań z bliskimi i w radosny sposób celebrowania go z gęsina w roli głównej. Przygotowując się do tego święta brałam udział w Laboratorium GĘSINA na targach NATURA food w Łodzi 17 pażdziernika. Z książki wydanej przez Slow Food Polska "Gęsina na św. Marcina: przepisy najlepszych szefów kuchni" zrobiłam 3 potrawy.


Sunday, October 31, 2010

Chlebek dyniowo-imbirowy

Chlebek dyniowy-imbirowy na Festiwal Dyni.

Chociaż tak naprawdę chlebek imbirowo-piernikowy, bo razem dodałam cynamon, gałkę, goździki. Wyszło aromatycznie i świątecznie. Taki pumpkin pie w formie chlebka.




Saturday, October 16, 2010

Lody lawendowo-miodowe

Lawendowe lody
dla ochłody,
bo w Houston temperatura jeszcze nie spada poniżej 30 stopni C
albo dla poprawy humoru,
kiedy za oknem szaro i ponuro.



Dwie wersje do wyboru: czysto lawendowa z cukrem albo miodowo-lawendowa.

World Bread Day

Międzynarodowy dzień chleba!

World Bread Day 2010 (submission date October 16)

Monday, October 4, 2010

Cześć, Hals!



Bo dziś światowy dzień zwierząt.

Bo przybył nam nowy członek rodziny.

Bo trzeba wykorzystać foremki.

Bo przecież każdy lubi świeżo upieczone ciasteczka,
pies też!

Monday, September 13, 2010

Jesienne ciasteczka



W kalendarzu wciąż lato.

Po dwóch stronach dwa różne światy.

W Houston niezmiennie gorąco. Jeśli temperatura spada poniżej 30 st, zobacz, robi się zimno.

A w Polsce,
już jesień.

Pora na mały polepszacz nastroju.
Ciasteczka orzechowe, idealne do kawy i herbaty.
Świetne również w okresie adwentu.
Bo przecież Gwiazdka już niedługo...




Wednesday, September 8, 2010

Zupa szparagowa




Zup ciąg dalszy.

Czasem powstają i znikają tak szybko, że nie ma czasu na zdjęcia.

Ta została uwieczniona aparatem, ale to nie znaczy, że niedobra. Wręcz przeciwnie :)

Thursday, August 26, 2010

Białe urodziny



Białe urodziny Mamy.
Zapraszamy na białe tiramisu, creme patissierie, fetę domowej roboty i czekoladowe serduszka.
Smacznego!



Thursday, August 19, 2010

Zrób sobie zupę.




Nowy blender = dużo zup.
(i hummusów, ale o tym innym razem).

Zupy.

Kukurydziana. Marchewkowa. Groszkowa.

Groszkowa jest bardzo prosta. Minimalna ilość składników.
Poza siekaniem cebuli nie wymaga żadnego wysiłku.
Pyszna na ciepło i doskonała na zimno.
No zrób sobie zupę.

Sunday, August 15, 2010

Zupa z trupa

Dzieciństwo to zupy.
Te niedobre - mleczne z kożuchami w przedszkolu, krupnik na zielonej szkole - i te najsmaczniejsze, domowe - pomidorowa, pieczarkowa, ogórkowa, z serduszkiem zrobionym ze śmietany.

W Stanach zupy mają trochę inny charakter. Zupa to krem. Gęsta.
Jeśli rosół to tylko chiński, a i tak raczej z torebki.
Dużo jest z torebki, z puszki, z kostki.
Wiadomo, prościej i szybciej.
Wydaje się taniej.
Mało kto czyta etykietki i listy składników, zwłaszcza, że te składniki na torebkach, puszkach i kostkach są długie i składają się z samych trudnych wyrazów.
Glutaminian sodu. A w zasadzie wystarczyłoby napisać sól, cukier, tłuszcz i chemia ;)



Friday, August 13, 2010

Truskawkowe paczuszki

Ale goorąco.
I duża ochota na nieskomplikowany deser.
Truskawki. Migdały. Odrobina cukru.

10 minut leniwego przygotowania.
10 minut w piekarniku.
Ale szybko!



Wednesday, August 4, 2010

Golasy i kakory, czyli najprostszy obiad domowy



Comfort food.
Biedokuchnia.
Smak dzieciństwa.

Stara książka kucharska, w której można wyszukać przepis na kapary z owoców nasturcji i kawę zbożową dla rekonwalescentów.



I na knedle ze śliwkami.

Kiedy pytam Mamę o przepis, wychodzi na to, że ani książka ani przepis nie są konieczne.
Ziemniaków, tyle ile zostało.
Mąki, ile ciasto zbierze.
Trochę śliwek.
Dużo miłości.



Thursday, July 22, 2010

Lawendowe ciasteczka



Lato w pełni.
Lato w mieście.
Nic się nie chce.

Lawendowe ciasteczka miały powstać trochę wcześniej, zapach lawendy w ogrodzie nieustannie motywował, ale pogoda nie sprzyjała nastawianiu piekarnika. Nie sprzyja do tej pory, ale wreszcie udało się. I było warto!


Kruche ciasteczka nadają się idealnie do butelki wina i plotkowania w gorące popołudnie. Mogą też być smakowitą propozyjcą drugiego śniadania na leniwy poranek w ogrodzie z wielokrotnie przeczytaną książką i miętowym orzeźwieniem.
Ciastka na lato.



Wednesday, July 7, 2010

Blueberry Ricotta Tart



Blueberry-Ricotta Tart
na amerykańskie obchody 4 lipca
- przepis z magazynu Whole Living + spód tarty według receptury M. Łebkowskiego.


Spód tarty

upiekłyśmy według przepisu Marka Łebkowskiego:

180 g mąki
120 masła
60 cukru podru
1 żółtko
*dodałam też 3 łyżki zmielonych midałów

Mąkę przesiewamy, mieszamy z cukrem. Masło kroimy na kawałeczki, dodajemy do mąki, dorzucamu żółtko (i opcjonalnie migdały) i zagniatamy ciasto, dokładnie rozcierając grudki masła. Owijamy folią i chowamy do lodówki na czas przygotowania nadzienia do ciasta. Schłodzonym ciastem wylepiamy formę. Ciasto nakłuwamy widelcem i pieczemy około 15 minut w temp. 200 C.

Nadzienie:

wersja dla leniwych:

Mieszamy 1 i 1/4 kubka ricotty + 1/4 łyżeczki soli + 1/4 łyżeczki cynamonu + 1 łyżka miodu. Wykładamy na wystudzony spód tarty. Układamy borówki i maliny w dowolnie fantazyjne wzory.



wersja dla zaangażowanych: robimy samodzielnie ricottę

Ricotta:

1 łyżeczka kwasku cytrynowego
1/4 kubka wody
1 galon = 3.7 litrów = 16 kubków mleka (NIE chudego!)

W niewielkiej misce mieszamy kwasek cytrynowy i wodę. Mleko wlewamy do dużego garnka, dodajemy wodę z kwaskiem i mieszamy. Podgrzewamy do 80-90 C, mieszając często.

Mniej więcej w tym samym czasie gdy mleko osiągnie wskazaną temperaturę będziemy mogli zauważyć powstające grudki sera. Zdejmujemy wówczas mleko z gazu i odstawiamy na 10 minut.

Sitko wykładamy gazą lub bawełnianą szmatką, układamy na dużej misce. Delikatnie przelewamy serko-mleko. Odcedzamy przez około 20-30 minut. Używamy do ciasta :) Resztę możemy przechować w lodówce do dwóch tygodni.

Wersja dla wszystkich
: Zanosimy na przyjęcie i pozwalamy innym gościom wznosić okrzyki zachwytu.

Thursday, June 10, 2010

Rostbef i pieczone pomidorki



Rostbef po angielsku


przepis pochodzi z "Kuchni pysznej jak nigdy dotąd" (wyd. Panteon)


1,2 kg rostbefu bez kości
1/2 łyżeczki swieżo zmielonego pieprzu
1 łyżka sosu worcester
2 łyżki wytrawnego sherry
1/2 łyżeczki ziaren zielonego pieprzu
4 łyżki oleju
1 łyżeczka soli



Olej mieszamy z sosem worcester i sherry. Dodajemy pieprz mielony i (rozgnieciony) pieprz zielony.

Umyte i wysuszone mięso nacieramy mieszanką pieprzową. Wkładamy do miski i marynujemy pod przykryciem około 30 minut. W czasie marynowania obracamy mięso kilka razy.

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 250 C. Ruszt smarujemy olejem, blachę na tłuszcz spłukujemy wodą. Rostbef szuszymy i nacieramy solą. Układamy na ruszcie i umieszczamy na najniższym poziomie piekarnika. Pod spód wsuwamy blachę na tłuszcz.

Pieczemy przez 25 minut. Po tym czasie redukujemy temperaturę pieczenia do 200 C i pieczemy dalsze 15 minut.

Upieczony rostbef układamy na ogrzanym połmisku i wstawiamy na 10 minut do wylączonego piekarnika - dzięki temu sok rozejdzie się równomiernie we włóknach mięsa.



Serwujemy jako:

-danie obiadowe z brokułami z wody posypanymi płatkami migdałów uprażonymi na maśle oraz z pieczonymi pomidorami (przepis poniżej)

-przystawkę, na zimno, z rukolą i pesto z pomidorow

-wedlinę na kanapki.



Pieczone pomidorki



pomidorki cherry (z dachu)
oliwa z oliwek
drobno posiekany ząbek czosnku
tymianek, oregano
sól, pieprz




Pomidorki przekrojone na połówki układamy w naczyniu żaroodpornym - przekrojoną częścią do góry. Polewamy oliwą. Posypujemy tymiankiem, oregano, posiekanym czosnkiem, solą i pieprzem.




Zapiekamy w piekarniku w temperaturze 150 C, około godziny.


Tuesday, June 8, 2010

Chlebek Bananowy



Chlebek bananowy.

Jaki tam chlebek.
Ciasto.
Słodkie i aromatyczne.





Po dwóch stronach oceanu.

Obie upiekłyśmy to samo ciasto.

W sam raz na taką pogodę - po obu stronach pada.



W Polsce powódź, Wisła i ulewa.

W Teksasie rano piękne słońce, ale po godzinie wszystko znika pod ścianą deszczu.



Keks czekoladowo bananowy
źródło przepisu: Liska + What's for lunch, Honey?

100g gorzkiej czekolady
150g miękkiego masła
170g cukru muscovado (K-ja użyłam cukru z trzciny cukrowej, G- białego cukru)
3 jajka (K- z braku jajek zastąpiłam zwiększoną ilością bananów i proszku do pieczenia - szczegóły poniżej)
175g mąki pszennej
1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
25g kakao
2 duże banany, dojrzałe i rozgniecione widelcem



Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Masło ucieramy z cukrem na gładką i jasną masę. Dodajemy po jednym jajku, dokładnie ubijając.

Przesiewamy mąkę, proszek i kakao i dodajemy do masy. Mieszamy łyżką lub szpatułką.



Dodajemy banany i czekoladę, mieszamy.

Wkładamy do wysmarowanej masłem keksówki i pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 st C przez 50-60 minut.



Ciasto o którym myślałam kilka dni, a kiedy przyszła idealna pora na upieczenie - deszczowe niedzielne popołudnie - zabrakło jajek. W takich momentach dziękuję serdecznnie wszystkim weganom, którzy dzielą się w internecie przepisami i poradami. Nie planuję w najbliższej przyszłości rezygnować z produktów pochodzenia zwierzęcego, ale bardzo cenię sobie takie awaryjne przepisy i zamienniki.

Przykładowe substytuty jajek:



1 jajko = 1/4 szklanki tofu lub
1/2 banana plus 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia lub
1 łyżka maizeny plus 3 łyżki wody

(ja wybrałam wersję bananową)

Saturday, June 5, 2010

Pavlova




Australia. Rosja. Wielka Brytania.
W jednym kuszącym deserze.

Pavlova.
Australijski deser.
Nazwę zawdzięcza rosyjskiej primabalerinie, Annie Pavlovej.
Czekoladowa modyfikacja zaproponowana przez brytyjską mistrzynię oblizywania palców, Nigellę Lawson.
Przygotowany i spałaszowany w Teksasie.





Czekoladowa baza:

6 białek
1 szklanka cukru
3 łyżki niesłodzonego kakao
1 łyżeczka octu balsamico albo z czerwonego wina
56 gramów (+/- pół tabliczki) słodkogorzkiej/gorzkiej czekolady, drobno posiekanej

Krem:
2 1/4 szklanki śmietany (36%/heavy cream)
ok 500 g malin (ja użyłam szklankę jeżyn)
2-3 łyżki czekolady, posiekanej lub startej na tarce

Piekarnik rozgrzewamy do 180 C (350 F).

Ubijamy białka na sztywno dosypując po trochu cukru (Marek Łebkowski w "Szkole Gotowania" poleca trzy sposoby ubijania białek naciasto bezowe - ja wybrałam najprostszy - przy pomocy robota kuchennego). Dosypujemy kakao, ocet i czekoladę. Delikatnie (nie mikserem) mieszamy całość, aż kakao dokładnie się wymiesza z masą białkową.





Na papierze do pieczenia rysujemy lub wyobrażamy sobie koło o średnicy około 25 centymetrów, nakładamy masę i wyrównujemy jej powierzchnię i boki nożem. Przekładamy do piekarnika i natychmiast obniżamy temperaturę do 150 C (300 F). Pieczemy przez 1- 1 1/4 godziny - po tym czasie masa powinna być sucha z wierzchu, ale należy uwazać, żeby się nie przypaliła. Wyłączamy piekarnik i uchylamy, pozwalając ciasto całkiem wystygnąć.

Ubijamy śmietankę i nakładamy na spódbezową. Przybieramy owocami i posypujemy delikatnie startą czekoladą.





Łebkowski radzi, aby ciasto kroić dopiero po podaniu, ponieważ łatwo się kruszy i nie wygląda już tak efektownie.
Nigella sugeruje, że ciasto nadaje się dla 8-10 osób.

Oboje kłamią.
Pavlova nawet pokruszona wygląda szalenie efektownie i z łatwością nadaje się dla dwóch osób :)





Deser którego miało nie być.
Kupiłam na targu banany. Za kilka dni ściemnieją i będzie z nich pyszny bananowy chlebek. Do tego czasu dość słodyczy. Taki był plan.
Ale właśnie wyjadłam resztki czekoladowych lodów. W lodówce niecierpliwie czekał zapas śmietany. The Ultimate Ice Cream Book leżała prawie nietknięta na półce.
Coś było nie tak.
Naprawiłam sytuację szybkimi lodami waniliowymi. Klasyk, ale jaki apetyczny.
Klasyk, po którym zostało mi 7 białek. W zamrażarce są już dwie szklanki białek, które czekają na lepsze czasy. Wyrzucić szkoda, dostawić trzeci kubek aż głupio.

Naprawdę nie było innego wyjścia jak zrobić Pavlovą :)

Thursday, June 3, 2010

Cieciorka, pomidory, feta. Obiad w 10 minut.




Proste.
Smakowite.
Szybkie.

Skórka cytrynowa dodaje świeżości.
Mięta przyjemnie orzeźwia.
Idealne połączenie na letnie popołudnie, kiedy patelnia ląduje głęboko w szafce.

Przepis z magazynu Bon Appétit.



350 g makaronu fusilli
1/4 szklanki świeżej mięty, posiekanej
2 łyżki świeżo wysiśniętego soku z cytryny
2 łyżki octu (przepis zaleca white wine vinegar, ja użyłam jabłkowego)
1 łyżka posiekanego czosnku
2 łyżeczki startej skórki z cytryny
6 łyżek oliwy z oliwek
2 szklanki posiekanych pomidorów (można użyć z puszki)
1 puszka cieciorki (z puszki, odsączonej)
120 g fety, pokruszonej

posiekana mięta do dekoracji


Makaron gotujemy al dente. Odsączamy i odstawiamy.

Miętę, sok i skórkę z cytryny, ocet i czosnek przekładamy do dużej miski. Dodajemy oliwę z oliwek, delikatnie mieszając. Następnie dodajemy makaron, pomidory, cieciorkę oraz fetę (możemy zachowac odrobinę fety do dekoracji). Mieszamy, doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Posypujemy resztką fety i miętą.



Danie można przygotować dzień wcześniej - miskę przykryć i zostawić na noc w lodówce; wyjąć godzinę przed podaniem.

Thursday, May 27, 2010

Crème brûlée - wersja klasyczna i różana

Crème brûlée. Amelia. Paryż.

Odkąd dostałam w prezencie palnik także Paris, Texas.



Przepis pochodzi z książki Debbie Puente "Elegantly Easy Crème brûlée & Other Custard Desserts". Niewielka książeczka zawiera 70 przepisów na wersje mniej lub bardziej klasyczne, plus kilka dość niespodziewanych kombinacji (Roasted Sweet Gralic Crème Brûlée? Roasted Red Bell Pepper Crème Brûlée?).

Ja na początek wybrałam Classic Crème Brûlée oraz Rose Scented Crème Brûlée. Ale czuję, że na tym się nie skończy.

Książeczkę trzymam przy łóżku na słodkie sny.

Classic Crème Brûlé



przepis na 6 porcji, ja robiłam z połowy

8 żółtek
1/3 szklanki cukru
2 szklanki śmietanki kremówki 36% (w wersji amerykańskiej - heavy whipping cream)
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (ja użyłam 1/2 laski wanilii, przepołowionej wzdłuż)
1/4 kubka cukru (do karmelizowania)

Piekarnik nagrzewamy do 300 F (150 C).

W dużej misce ucieramy żółtka z cukrem do momentu aż cukier się rozpuści, a masa lekko zgęstnieje. Dodajemy śmietanę i wanilię, i mieszamy do całkowitego wmieszania się wszystkich składników. Przelewamy do miski, uderzamy o blat, aby pozbyć się bąbelków powietrza.

Masę rozlewamy do ramekinów/płaskich miseczek. Wkładamy do kąpieli wodnej (ja włożyłam do żaroodpornego naczynia i zalałam wrzącą wodą do 3/4 wysokości ramekinów). Pieczemy około 40-50 minut, aż krem się zetnie na brzegach, ale wciąż pozostanie luźny na środku. Wyciągamy z piekarnika i odstawiamy do ostudzenia. Przykrywamy folią i chowamy do lodówki na minimum 2 godziny (do 2-3 dni).

Przed podaniem zdejmujemy folię, kawałkiem ręcznika papieroweo usuwamy nadmiar wilgoci i posypujemy cukrem - około 2 łyżeczki na każdą foremkę. Przy pomocy palnika lub rozgrzanego piekarnika karmelizujemy cukier.




Wersja różana ma nieco inne propocje śmietanki/cukru (na 6 porcji - 4 szklanki śmietanki i 1/2 szklanki cukru), ale sposób przygotowania jest ten sam, do śmietanki należy po prostu dodać 1 łyżkę wody różanej. Krem na wówczas delikatny różany posmak. Rewelacja.